Wróć

30 lipca 2021
Domyślna treść artykułu. W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.
24 lipca 2021
Domyślna treść artykułu. W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego klienta.

Przekraczając granicę między Hiszpanią a Portugalią (posadowioną na rzece), wjechaliśmy ze świata spieczonej, niemalże pustynnej, pomarańczowej andaluzyjskiej ziemi do świata łagodnych, pokrytych soczystą zielenią wulkanicznych wzgórz. Jakby natura sama postawiła granicę, każąc ludziom po obu jej stronach żyć z tego co im ofiarowała. Ludzie jednak nie posłuchali i dlatego na jednej i drugiej ziemi ciągną się gaje oliwne i rzędy winorośli.

Algarve

20 maja 2015
Na Tropie Przygody
Polecane

Naszym pierwszym przystankiem było Lagos. Pierwsze zaskoczenie: po przekroczeniu granicy hiszpańsko – portugalskiej krajobraz zmienił się diametralnie. A to wszystko za sprawą dużej ilości wulkanicznej, żyznej ziemi po stronie portugalskiej. Nagle ze spalonej słońcem Hiszpanii wjechaliśmy do… zielonej krainy. Drugie zaskoczenie: bramki na autostradzie dla obcokrajowców, w których rejestruje się numer rejestracyjny samochodu oraz kartę kredytową. Okazuje się, że w południowej części kraju opłaty za autostrady ściągane są automatycznie z rachunku bankowego. Co ciekawe – w północnej Portugalii opłaty pobierane są „tradycyjnie”, na bramkach. Trzecie zaskoczenie: wybrzeże zmienia się diametralnie – skaliste klify poprzeplatane pięknymi plażami stanowią istnie bajkowe kombinacje.

 

Lagos przywitało nas upalnie. Pyszna kawa, sympatyczna okolica, przyjemne miasteczko turystyczne. Natomiast Cabo de Sao Vicente, czyli najdalej na południowy zachód wysunięty skrawek kontynentu europejskiego, gdzie – według starożytnych – kończył się nasz świat, a w nocy bogowie zaglądali przez bramy zaświatów, gdzie niegdyś nie można było zostawać po zmroku, aby nie urazić stworzeń mieszkających „po tamtej stronie” – robiło piorunujące wrażenie. Tak! Udało się! Stanęliśmy na krańcu świata! Po przejechaniu prawie 5.000 km dotarliśmy do głównego celu naszej wyprawy! Piękne widoki, skaliste wybrzeże i wiatr niemal urywający głowy… 

 

Pobyt w południowej Portugalii okazał się w pewnym sensie kulminacyjnym punktem naszej podróży. Dotarliśmy bowiem na kraniec świata. Tak, tak – kraniec świata, czyli Przylądek Świętego Wincentego (Cabo de Sao Vicente) – najdalej na południowy-zachód wysunięty kawałek Europy. W wierzeniach dawnych mieszkańców (na długo sprzed odkryć geograficznych) było to miejsce święte – tu właśnie kończył się świat! Patrząc z majestatycznych klifów na bezkresne wody Atlantyku targane przenikliwie zimnym wiatrem rzeczywiście można przez moment poczuć się tak, jakby dalej był już tylko kosmos. To miejsce ma w sobie coś magicznego! A może to po prostu zapach przygody w powietrzu…

Kontakt

ntprzygody@gmail.com

Twój e-mail:
Treść wiadomości:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Formularz został wysłany - dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!