NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów
NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów

Półwysep Istria

2011

Słowenia to nie tylko piękne Alpy i zielone pastwiska. Ten mały kraj ma także dostęp (niewielki, ale jednak) do morza Adriatyckiego. I nie będzie przesadą jeśli powiem, że słoweńskie wybrzeże jest najpiękniejszym na całej Istrii! Piran, Izola czy Koper to niezwykle urokliwe nadmorskie kurorty. Pewnego bardzo ciepłego, a wręcz upalnego września odwiedziliśmy je wszystkie.


P i r a n

Pierwszym był Piran. Zachwycił nas niebywale – nie spodziewaliśmy się czegoś tak pięknego. Właściwie to niczego się nie spodziewaliśmy, ponieważ Słowenia kojarzy nam się z wieloma rzeczami, ale akurat nie z „nadmorskimi perełkami”, a już na pewno nie w stylu weneckim…
A oto przykład: Na głównym placu Piranu – placu Tartiniego - stoi cudowny XV-wieczny dom, niemalże wyjęty z europejskiej stolicy karnawału, tzw. Wenecjanka. Nie sposób go nie zauważyć – po prostu przykuwa wzrok!

Z Triestu,  w którym była nasza baza hotelowa, do Piranu jest jedynie 45 km. Turyście nie uda się zaparkować w samym miasteczku (dostęp tylko dla posiadaczy pilotów do szlabanów broniących dostępu do centrum). Najlepiej skorzystać z wielopoziomowego parkingu wybudowanego na rogatkach Piranu. Tam bezpiecznie, za niewielką opłatą, zostawiamy samochód i idziemy na przystanek autobusowy. Darmowe autobusy do centrum kursują mniej więcej co 15 minut, więc lepiej mieć przy sobie butelkę wody ;-)

Czekając na transport skwapliwie pokrywamy siebie i dzieci warstwą kremu przeciwsłonecznego z wysoookim faktorem. Podjeżdża klimatyzowany autobus. Wsiadamy. Po kilku minutach jesteśmy w samym centrum Piranu.
Wow! Cudo architektury! Miasto niemal „wisi” przyklejone do otaczających go skał. Jest osadzone u ich podnóża, ale ponieważ wiele domów tam się nie zmieściło, część miasteczka jest położona jakby na zboczach wielkich kamieni. Idziemy na spacer. Z każdym krokiem chłoniemy tę niesamowitą, czterotysięczną osadę coraz bardziej. Upał jest rozbrajający. Wspinamy się krętymi i ciasnymi uliczkami. Maniek jest w siódmym niebie - może wybiegać się i wyskakać do woli. Wchodzimy na mury i do górującej nad miastem Katedry Św. Jerzego, skąd rozciąga się zniewalający widok na miasteczko i wody Adriatyku.

Po zejściu na plac Tartiniego kupujemy oczywiście woreczek pirańskiej soli. Piran był kiedyś jednym z większych producentów soli we Włoszech – tak, tak, we Włoszech! Piran jest słoweński (a wcześniej jugosłowiański) dopiero od 1954 roku.


Warto tu przyjechać. To miasto zapada na długo w pamięci turysty.

I z o l a

Izola to niewielkie nadmorskie miasteczko - dawniej wioska rybacka, a obecnie ośrodek turystyczny. Wpadliśmy tutaj pewnego upalnego wrześniowego popołudnia, aby ochłodzić się nieco w słoweńskich wodach Adriatyku. Zanim jednak dotarliśmy na plażę przeszliśmy się trochę po starym mieście. Kto lubi zwiedzać znajdzie tu kilka ciekawych obiektów architektonicznych wartych uwagi, np. Pałac Besenghi degli Ughi czy Kościół  Św. Mauro. Najlepiej jednak pospacerować uroczymi wąskimi uliczkami, w których przycupnęły liczne pracownie lokalnych artystów. Przez szyby można przyglądać się ich pracy, a do niektórych nawet wejść - to naprawdę ciekawe, szczególnie dla małych turystów.

Zmęczeni poruszaniem się w upale (termometr wskazywał 36 stopni Celsjusza) postanowiliśmy znaleźć "nasz kawałek plaży". Udało się choć nie było to łatwe. Plaża ciągnęła się wzdłuż ulicy Kopaliśka tuż przy Parku ob Svetilniku. Była nieduża (długa, ale wąska) i mocno zatłoczona. Pomimo tego Maniek zdołał zaanektować metr kwadratowy słoweńskiego wybrzeża tylko dla siebie :-)
 

K o p e r

Koper to miasto portowe - i jedyny port handlowy Słowenii - położone zaledwie 20 km od Triestu (w którym stacjonowaliśmy). Pomimo niewielkiej liczby mieszkańców (około 23 tys.) mieści się tu, założony w 2003 roku, Uniwersytet Przymorza (Univerza na Primorskem).
Wjeżdżając do Kopru przejeżdża się najpierw przez nową część miasta, która swoim wyglądem nieco odstrasza. My jednak nie zrażamy się i jedziemy dalej - do centrum.

Zostawiamy auto na parkingu przed wejściem na starówkę, zabieramy potrzebne sprzęty i udajemy się na zwiedzanie. To ostatni dzień naszego pobytu na Istrii i jesteśmy już trochę zmęczeni, postanawiamy więc pospacerować chłonąc atmosferę tego niewielkiego starego miasta.

Dosyć szybko docieramy do głównego placu - Titov Trg, na którym stoi Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Połowa drużyny (Maciek i Maniek) wdrapuje się na wieżę katedralną podziwiać widoki. Rewelacyjne :-)
Podążamy dalej wąskimi uliczkami, aż docieramy do nadmorskiego bulwaru z palmami. Między bulwarem a plażą znajduje się kilka restauracji - wybieramy jedną z nich i siadamy, żeby zjeść ostatni "wakacyjny obiad". Na koniec Maniek testuje jeszcze plac zabaw znajdujący się w pobliżu naszej knajpki - najwyraźniej spełnia wszelkie wymogi, bo nasza 3,5-letnia pociecha wcale nie chce się z nim rozstać :-)

Czas wracać - przed nami jeszcze szybkie zakupy i pakowanie bagaży. Jutro pożegnamy Istrię, ale raczej nie na długo - jeszcze tyle jest tutaj do zobaczenia... :-)

 

Zobacz także:

Komentarze

Wpisz kod
* Pola obowiązkowe
Brak wpisów.

WITAJ!!!

Piszą o nas! A w zasadzie sami piszemy o sobie ;-)  Najnowszy numer Magazynu Miłośników Subaru "Plejady" - strona 32 :-)

 

Zapraszamy do lektury :-)

 


 

Instagram

Poleć tę stronę na:

Najczęściej czytane: