NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów
NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów

Prowansja - Lazurowe Wybrzeże

2013

Do Prowansji postanowiliśmy wybrać się we wrześniu – hołdując zasadzie, że poza sezonem jest lepiej (bo mniej turystów i ceny przystępniejsze). Jak na razie nie zawiodło nas to podejście, chociaż w przypadku Prowansji sformułowania „poza sezonem” można użyć chyba dopiero w listopadzie… ;-)

Pierwszym dłuższym przystankiem było Cannes. Z Wrocławia to ponad 1600 km w jedną stronę, a więc trasa rozłożona na dwa dni z noclegiem w Innsbrucku, w dobrze znanym nam już hotelu Gasthof Engl. O ile pierwszy dzień podróży minął gładko o tyle z drugim było już trudniej – we znaki dawało się zmęczenie i znudzenie (to w przypadku chłopaków). Na domiar złego nie mieliśmy już ze sobą własnoręcznie przygotowanych kanapek i ulubionych owoców. Pozostawały nam więc przyautostradowe bary i restauracje (nie mieliśmy już siły zjeżdżać na obiad w którymkolwiek mijanym miasteczku). Przed nami ponad 700km, z czego około 600 po włoskich autostradach, co oznacza, że jesteśmy skazani na Autogrill. Niestety to, co można tam kupić do zjedzenia, ma niewiele (może poza nazwą) wspólnego z kuchnią włoską. Maniek i Mak, po pierwszym kęsie panino Caprese z pomidorami i mozzarellą, odmówili dalszej konsumpcji. No cóż, zakończyliśmy na ciasteczkach, wafelkach, itp. - chłopaki raczej nie rozpaczali z tego powodu ;-)

Do celu dojechaliśmy późnym popołudniem. Na szczęście TomTom był bezbłędny, a hotel Les Agapanthes dosyć łatwy do odnalezienia. I okazał się całkiem sympatyczny i ciekawie położony – na wzgórzu, wśród zieleni dzielnicy La Bocca :-)



C a n n e s

Jechaliśmy do Cannes z nastawieniem, że zobaczymy słynny pałac festiwalowy w środku luksusowej nadmorskiej miejscowości. Niestety, tak jak w przypadku większości francuskich kurortów śródziemnomorskich, Cannes okazało się brzydką nadmorską mieścinką.
Pałac festiwalowy, który akurat przechodził generalny remont, zrobił na nas wrażenie "betonowego schronu przeciwatomowego"... Po przeciwnej stronie ulicy - Boulevard de la Croisette - dumnie wypinały pierś luksusuowe hotele, w których zazwyczaj zatrzymują się hollywoodzkie gwiazdy. Dodając do tego kilka eleganckich butików najlepszych projektantów ubrań i biżuterii - można, w zasadzie, zakończyć opowieść o wspaniałym Cannes.
Aleja gwiazd okazała się być brudnym chodnikiem, na którym tradycyjnie zarobkowała grupa afrykańskich biznesmenów oferujących endless fields of rolex, gucci i luis vuitton. Oczywiście wszystko w cenach do 10 Euro... ;-)

Jeśli preferujecie chińskie marki, możecie przenieść się na sąsiednie ulice. Znajdziecie tam zagłębie sklepów "all for 1/2/5 Euro" :-) Taka to francja-elegancja ;-)

Poczuliśmy się oszukani – miało być pięknie, a nie było. Raczej jak w Łebie na deptaku (nie ujmując niczego Łebie) ;-). A może po prostu przytłoczył nas skwar, gwar, hałas samochodów i ukryta w bocznych uliczkach „tandeta”. W telewizji tego nie zobaczycie. Sławny festiwal filmowy uczynił z tego miasta niemalże ikonę elegancji, tymczasem rzeczywistość jest daleka od ideału. Chłopaki też nie byli specjalnie zadowoleni – udało nam się trochę ich udobruchać dopiero ciasteczkami (macaroons), wizytą na placu zabaw i kąpielą w morzu.

Chociaż w Cannes spędziliśmy 5 dni - tylko pół jednego w samym mieście. Resztę czasu poświęciliśmy na zwiedzanie okolicznych miasteczek i atrakcji, m.in.: Fréjus, Saint-Tropez, Niceii, Grasse, Cavalaire-sur-Mer czy Grotte de Baume Obscure.

 


S a i n t - T r o p e z
I kolejne rozczarowanie... Ponownie oczekiwania przerosły rzeczywistość…
Już sama droga nie wróżyła niczego dobrego - korek zaczął się zaraz za Port Grimaud, czyli jakieś 7 km przed naszym celem. Dodam, że byliśmy tutaj pod koniec września, a więc po sezonie wakacyjnym. Trudno sobie wyobrazić, jak wygląda dojazd do tego kurortu w lipcu lub sierpniu... - chyba trzeba zaopatrzyć się w dużo kanapek, wody i pokłady cierpliwości ;-)
Na miejscu odkryliśmy, że Saint-Tropez składa się z ładnej, aczkolwiek przeciętnej plaży, paru uliczek wypchanych lodziarniami, restauracyjkami i butikami oraz portu pełnego łódek i jachtów. Ot i tyle! Nawet budynek żandarmerii z filmów z Luisem De Funesem, przy Place de la Garonne, zamknięty był na cztery spusty... Smutne :-/
I tylko chłopaki byli zadowoleni, bo załapali się na lody i plażę ;-)

 

N i c e a

 

G r a s s e

 

Grotte de Baume Obscure

Okolice  Saint-Vallier-de-Thiey

www.baumeobscure.com

 

Fréjus i Cavalaire-sur-Mer

 

 

Zobacz również:

Komentarze

Wpisz kod
* Pola obowiązkowe
Brak wpisów.

WITAJ!!!

Piszą o nas! A w zasadzie sami piszemy o sobie ;-)  Najnowszy numer Magazynu Miłośników Subaru "Plejady" - strona 32 :-)

 

Zapraszamy do lektury :-)

 


 

Instagram

Poleć tę stronę na:

Najczęściej czytane: