NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów
NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów

Korsyka

2012

Przeczytaliąmy kiedyś w jakimś przewodniku, że Korsykanie mówią o swojej wyspie tak: "miliony lat temu, gdy Bóg już stworzył cały świat i postanowił ostatniego dnia odpocząć, nie mógł wytrzymać nic nie robiąc i postanowił jeszcze coś stworzyć… Wybrał więc najpiękniejsze rzeczy z całej Ziemi i ułożył je na pewnej wyspie na Morzu Śródziemnym – wyspie, którą dziś nazywamy Korsyką". Dlatego właśnie Korsyka jest przykładem miejsca, w którym znajdziemy niemal wszystko, co na naszej planecie uznajemy za zachwycające: niesamowite góry, wspaniałe skaliste wybrzeża różnego typu, rzeki i wodospady, kaktusy sąsiadujące z drzewami iglastymi i cytrusowymi, a wreszcie ciekawych i tajemniczych mieszkańców.

 

Tam musimy pojechać!

 

Jak postanowili, tak zrobili :-)

 

Ruszamy z Wrocławia. Do przejechania prawie 900 km niemieckimi autostradami – do Innsbrucka w Austrii. Nocleg w przyjemnym hoteliku - Hotel Engl - w centrum miasta, a rano śniadanie z bajecznym widokiem na ośnieżone szczyty Alp i ruszamy dalej w drogę.

 

Kolejne prawie 600 km do Livorno we Włoszech. Miasteczko portowe-przemysłowe - idealne na jeden nocleg zanim wsiądziecie na poranny prom. Hotele drogie i nastawione na jednonocnego turystę, który nawet nie zdąży zjeść śniadania, bo i tak spieszy się na statek. Po przyjeździe i zaczekowaniu się w hotelu idziemy na krótki spacer. Trzeba położyć się troszkę wcześniej – jutro pobudka o piątej rano...

Trzeciego dnia podróży zwlekamy się z łóżek bladym świtem. Prom wypływa o 8:00, na pokładzie trzeba być godzinę wcześniej (obsługa musi rozlokować samochody na kilku pokładach parkingowych). Jedziemy na przystań promową. Śniadanie jemy już na pokładzie Corsica Ferries. Włoska kawa (pycha) i średnio świeże pieczywo (croissanty i takie tam…;-). Dzieci zachwycone :-)

 

Na promie jest na szczęście coś w rodzaju placu zabaw. Oczywiście są kawiarnie i restauracje oraz sklepik. Jesteśmy „przed sezonem”, więc nie wszystko chodzi na pełnych obrotach (choć pasażerów komplet).
 Ważne! Rezerwujcie prom na Korsykę z duuużym wyprzedzeniem. Bo w ostatniej chwili raczej nie będzie wolnych miejsc. I nie korzystajcie z polskich portali „pośredniczących” w zakupie biletów. Za drogo! Lepiej sprawdzić na polskich stronach, jakie firmy obsługują interesujące Was połączenia i wejść bezpośrednio na stronę przewoźnika. Tam rezerwacja jest szybka i pewna, a przesłany na mail e-bilet na 100% zadziała.

 

A wracając do rejsu – płyniemy do Bastii na wschodnim brzegu Korsyki.
Rejs przebiega bez niespodzianek.

Zdjęcie:commons.wikimedia.org

Z Bastii ruszamy natychmiast do naszej pierwszej bazy - Cargese na zachodnim wybrzeżu. Niby tylko 150 km, ale TOMTOM pokazuje ponad 3 godziny.
Po pierwsze musimy w tym miejscu sprostować przewodniki turystyczne, które twierdzą, że po wylądowaniu w Bastii trzeba koniecznie poszukać otwartej stacji benzynowej, ponieważ na Korsyce jest mało takowych, a jak już jakąś znajdziemy to paliwo może być bardzo drogie. Wolny rynek zrobił swoje i stacje paliwowe są w niemal każdej miejscowości. Ceny też nie są zabójcze. W zasadzie warto zatankować w Bastii do pełna z zupełnie innego powodu: widoki po drodze są tak niesamowite, że możemy nie mieć ochoty na szukanie stacji benzynowej lub zapomnieć o takiej potrzebie.

 

Po zatankowaniu paliwa wyruszyliśmy do Cargese – prosto przez góry. I po godzinie zrozumieliśmy, dlaczego będziemy jechać te 150 km przynajmniej 3-4 godziny, a może dłużej. Kręte drogi, często baaardzo górskie (choć dosyć bezpieczne, jeśli się nie rozpędzać nadmiernie), serpentyny i przełęcze, ciasne „mijanki” i zapierające dech w piersiach widoki, a wreszcie dziarsko poginający małymi autkami mieszkańcy wyspy – wszystko to nie pozwalało na zbyt szybką jazdę.

 

W końcu jednak dotarliśmy do Cargese, do zespołu bardzo przytulnych domków apartamentowych Roc-E-Mare. Wow! To było dokładnie to, czego szukaliśmy: około 50 m kwadratowych, dwa pokoje, łazienka, toaleta i aneks kuchenny. Plus taras i… najważniejsze - nieziemski widok na morze! Pięknie!

Cargese to idealna baza wypadowa. Samo miasteczko jest sympatyczne, ale raczej jako miejsce do odpoczynku po całodziennych eskapadach, niż jako cel zwiedzania sam w sobie, chociaż pięknie położone.
A to widok z naszego balkonu. Widok i ta cisza! Bezcenne! :-)

Widok na Zatokę Sagone

Warto wziąć do ręki mapę, przewodnik i komputer i zaplanować kilka wycieczek w bliższej i dalszej okolicy. Porto, okolice Piany, rezerwat Scandola, napoleońskie Ajaccio, plaża Ficajola czy majestatyczne Cappo Rosso to miejsca, których – po odwiedzeniu – już nigdy się nie zapomina.

 

Rezerwat Natury Scandola
Scandola od 1975 roku jest ściśłym rezerwatem przyrody, znajdującym się (od 1983 roku) na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Stanowi dom dla wielu unikatowych gatunków roślin, zwierząt oraz ptaków i zapewne z tego powodu Scandolę poznać można wyłącznie od strony morza. To również idealne miejsce dla amatorów nurkowania - rezerwat obejmuje także przybrzeżną część wód wokół Scandoli. I podobno spotkać tu można delfiny :-)

Na rejs do rezerwatu wypływaliśmy z Porto - niewielkiej, acz uroczej mieścinki, która składa się z hotelików, restauracji, wypożyczalni sprzętu do nurkowania i firm organizujących rejsy do Scandoli i Girolaty. No dobra jest jeszcze genueńska wieża obserwacyjna z XVI wieku posadowiona na skalistym cyplu, górujacym nad miasteczkiem, z którego roztacza się bajeczny widok na zatoki Porto i Girolata.

 

Przyroda na Korsyce "powala" urodą, bujnością i różnorodnością - szczególnie w tej części wyspy! Niestety nasz aparat uległ wypadkowi i większość zdjęć przepadła bezpowrotnie. To wszystko, co udało nam się uratować...

Ajaccio
Tekst w przygotowaniu...
Muzeum Napoleona Bonaparte

 

Capu Rossu
To najdalej na zachód wysunięty przylądek Korsyki na szczycie którego stoi genueńska wieża obronna Turghiu. Skały w tych okolicach mają niesamowite różowe zabarwienie (szkoda, że nie widać tego na naszych zdjęciach).
Nie dotarliśmy do wieży, ale wycieczka i tak była bardzo udana, ponieważ sama trasa, jak i widoki wokół są zniewalająco piękne. Uwagę naszej starszej pociechy często przyciągały małe, skalne jaszczurki, różnej maści żuczki i hektary kolorowych kwiatów :-)
Po spacerze w okolicach Capu Rossu postanowiliśmy pojechać w dół przylądka na piękną plażę Arone. Jest to całkiem spora, ale dosyć kameralna plaża. W okolicy mieści się hotel, kilka pensjonatów, a nawet pole campingowe. Pomimo tego jest tam naprawdę cicho i spokojnie (przynajmniej w maju).
W tutejszej restauracjo-kawiarni Casabianca zjedliśmy dosyć przeciętne lody, ale za to z nieprzeciętnymi widokami. Było super!

Calanches de Piana
Tekst w przygotowaniu...

 

Plaża Ficajola
Plage de la Ficajola to malutka, ale zniewalająco piękna plaża w okolicach Piany. Dotrzeć do niej można jedynie bardzo wąską, biegnącą zboczem góry i schodzącą stromo w dół dróżką. Droga jest naprawdę "trudna", szczególnie kiedy spotykają się na niej dwa samochody... Uwierzcie nam jednak - ta plaża jest warta tego wysiłku (i stresu ;-))!

 

Bonifacio
Okazało się zachwycające!

Parkujemy w centrum miasta na parkingu wydrążonym na skałach nad przystanią promową. Idziemy, a raczej wspinamy się z dolnej części miasteczka do górnej części, gdzie znajduje się starówka. Spacerujemy tętniącymi życiem wąskimi uliczkami. To wszystko sprawia wrażenie jakby bardziej przynależało do sycylijskiego niż korsykańskiego wybrżeża. Jest maj, a słońce już daje się we znaki.
Zwiedzamy cytadelę obronną i urokliwy (jeśli tak można to określić) cmentarz z czasów napoleońskich. Panuje tutaj jakaś niesamowita, tajemnicza atmosfera. A może to po prostu zapach historii :-) Nie wystarcza nam niestety czasu, a i małym nóżkom nieco brak sił, aby z drugiego końca miasteczka obejrzeć klify, na których jest ono posadowione. Nic nie szkodzi - będziemy je mogli podziwiać płynąc stąd promem na Sardynię :-)
Po spacerze siadamy w jednym z wielu tawernianych ogródków. Zdecydowanie rządzi tu kuchnia francusko-włoska w wydaniu wyspiarskim ;-)
Czas udać się na fiordową przystań i na prom. Załatwiamy rejsowe formalności i w drogę. Kierunek - Sardynia! :-)

 

Trzeba przyznać, że dobrze nas wybujało. Ale, jeśli nie macie z tym większych problemów – warto przyjrzeć się wybrzeżu Korsyki z pokładu statku. Oszałamiające!  Te białe, wapienne skały… ich niesamowity kształt… i budynki „wiszące” niemal nad brzegiem morza… Całość robi ogromne wrażenie.
Relację z Sardynii znajdziecie w zakładce Włochy.

Zdjęcie: Wikipedia.org

 

Poggio-Mezzana
Do Poggio jedziemy z Bonifaccio (w drodze powrotnej z Sardynii). Góra 140 km „drogami wojewódzkimi”. Turlamy się około trzech godzin. I… naszym oczom ukazuje się coś… czego się nie spodziewaliśmy... Trafiliśmy na „wypasione wybrzeże Bałtyku” – z trochę lepszymi ośrodkami wypoczynkowymi i nieporównywalnie lepszą pogodą. 
Wjeżdżamy do ośrodka Village Vacances La Vallicella. Całkiem przyjemnie. Palmy, zielono, kompleksy apartamentów (4-8 apartamentów w każdym z kilku dwupoziomowych budynków), teren zwieńczony restauracją nad brzegiem morza, sympatycznym basenem i piaszczystą plażą. Na zachodzie majaczą wysokie góry Korsyki. Na pierwszy rzut oka – trochę nudnawo. Ale nie dlatego, że obiektywnie nudnawo, tylko my jesteśmy po ponad dwóch tygodniach superwidoków i supermiejsc, więc coś ładnego i poprawnego wydaje się być kompletnie z innej bajki. Natomiast miejsce jest idealne dla dzieci – po dwóch tygodniach wypraw i ciągłej gonitwy – będą mogły odpocząć, pobawić się na plaży i „nic nie robić”.

Ta część wyprawy nie była szczytem naszych marzeń. Choć nie zabrakło „plusów dodatnich”. Na przykład okazało się, że jedzenie w restauracji w naszym ośrodku, którą prowadzi syn właścicielki hotelu, jest… zjawiskowe ;-) Kolejnym plusem była piaszczysta plaża. Tylko piasek, żółto-czarny, w południe był tak gorący, że bez butów nie dało się tam spacerować. Znowu zaczęliśmy się zastanawiać, jaką temperaturę musi osiągać na początku sierpnia ;-) W czasie tych kilku dni zwiedziliśmy najbliższą okolicę z Bastią włącznie.

Jeśli wrócimy kiedyś na Korsykę, to zdecydowanie na zachodnie wybrzeże i do „centrum”.

 

Ruszamy w drogę powrotną do domu. Po drodze jednodniowy postój (z dwoma noclegami) w Pizie i jeszcze jeden nocleg na terenie Niemiec – w hotelu przyautostradowym. Moglibyśmy zrobić całą trasę „na raz”, ale uwierzcie nam – mając dzieci w wieku 4 lata i 1 rok – lepiej zrobić dodatkowy postój przed nocą. Dla dzieciaków to fajna przygoda, dla rodziców okazja do lekkiej regeneracji sił. Mniej nerwów, większe bezpieczeństwo na drodze. Więc jeśli naprawdę nie musicie pędzić do domu i spędzać kilkunastu godzin bez przerwy za kółkiem – zróbcie sobie przerwę :-)

 

Do domu docieramy ostatniego dnia podróży około godziny 17tej. Spokojnie wypakowujemy się z Suzuka, myjemy dzieci i siebie i… puszczamy pierwsze dwa prania.
Gdy dzieci zasypiają w swoich osobistych łózkach przysiadamy na chwilę i… no tak! Planujemy, dokąd pojedziemy w przyszłym roku. Bałkany? Francja? Może Hiszpania?


Do zobaczenia na następnym szlaku!!! :-) :-) :-)

 

 

Zobacz również:

Komentarze

Wpisz kod
* Pola obowiązkowe
  • Na Tropie Przygody (piątek, 11. wrzesień 2015 15:14)

    Gonia, życzymy niezapomnianych korsykańskich wakacji i czekamy na wieści po powrocie! :-)

  • Gonia (niedziela, 23. sierpień 2015 09:06)

    witam - we wrześnie będę w "roc e mare' - wzruszyłam się oglądając i czytając Waszą relację. Dziekuję

WITAJ!!!

Piszą o nas! A w zasadzie sami piszemy o sobie ;-)  Najnowszy numer Magazynu Miłośników Subaru "Plejady" - strona 32 :-)

 

Zapraszamy do lektury :-)

 


 

Instagram

Poleć tę stronę na:

Najczęściej czytane: