NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów
NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów

Podgorica

2014

 

Nasza druga wizyta w Czarnogórze była częścią wyprawy na Bałkany, która objęła również Chorwację i Albanię (a także Grecję).
 

Do stolicy Czarnogóry wybraliśmy się w pewien deszczowy, majowy dzień. Deszczowy był tylko na wybrzeżu. Na równinie Zeta (otoczonej górami), gdzie leży Podgorica aura była pochmurna, ale na szczęście nie padało. Wyruszyliśmy z Budvy drogą 2-3 przez Cetinje. Coś niesamowitego! Trasa wznosi się na wysokość około 900 m n.p.m i jest wyjątkowo widokowa! Nawet w czasie brzydkiej pogody. Jeżeli tylko nie boicie się prowadzić auto po niezbyt szerokich serpentynach wijących się po skalnych zboczach koniecznie wybierzcie tę drogę (jest alternatywna, ale o tym za chwilę). Niestety ze względu na małą szerokość jezdni i brak miejsc do zatrzymywania się nie udało nam się zrobić zdjęć :-(

Podgorica – dawniej Titograd (nadal międzynarodowy skrót nazwy lotniska Podgoricy to TGD) – liczy około 130 tys. mieszkańców i... raczej nie zachwyca. To delikatne określenie. Z punktu widzenia rodziców z małymi dziećmi nie ma tam nic godnego uwagi. Bloki, bloki i jeszcze raz bloki – większość starych, brzydkich i brudnych. Nie ma nawet specjalnie zabytków, ponieważ miasto prawie całkowicie zniszczyły bombardowania alianckie w czasie II Wojny Światowej, a potem swoje pięć groszy dorzuciło jeszcze wielkie trzęsienie ziemi z 1979 roku.

Jedyna budowla, która w jakikolwiek sposób wyróżnia się w zabudowie Podgoricy i przyciągnęła naszą uwagę to ulokowana w dzielnicy Novi Grad Cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego – sobór katedralny, o którym przewodnik Pascala wzmiankuje, że co do wielkości to drugi takowy obiekt na Bałkanach.

Nie udało nam się wejść do środka, ponieważ akurat rozpoczynała się ceremonia ślubna.

Nie pozostało nic innego, jak poszukać sklepu z zabawkami. I udało się - znaleźliśmy go w jednej z galerii handlowych u wylotu z miasta w stronę Cetinje. Najbardziej zadowoleni byliśmy jednak z faktu, że przy okazji poszukiwań "zabawkowego"  trafiliśmy na targ (też w dzielnicy Novi Grad), na którym kupiliśmy odrobinę lokalnych serów domowej roboty sprzedawanych prosto z drewnianych i plastikowych wiaderek. Były pyszne i pomimo naszych lekkich obaw co do skutków ubocznych smakowaliśmy je łapczywie. Rewolucji żołądkowych nie było. A prawdziwy Kajmak to bajka!
Chłopaki serami nie byli zachwyceni, ale za to podskakiwali z radości na widok pachnących, dojrzałych truskawek, które po czarnogórsku nazywają się „jagody” :-) Zresztą wszystkie owoce i warzywa zakupione na targu, nieskażone normami unijnymi ani hipermarketowością, były przepyszne. Warto ich spróbowac - w odróżnieniu od tych, które dostępne są w sklepach sieciowych.

Podsumowanie: Podgorica najlepsze wrażenie robi zdecydowanie z daleka…

Zaopatrzeni w przysmaki udaliśmy się w drogę powrotną do „domu”. Wybraliśmy tę samą trasę licząc ponownie na piękne widoki. Widoków nie było! Zaraz po wjechaniu w góry wszystko wokół spowiła gęsta, mleczna mgła… To była dłuuuuga droga powrotna…

Właścicielka naszego pensjonatu, dowiedziawszy się o naszej wyprawie do stolicy, postukała się w głowę i oznajmiła, że w taką pogodę (pochmurną i deszczową) do Podgoricy jedzie się przez Virpazar (około 75 km drogą E65/E80), a nie przez góry!
Tak więc pamiętajcie o tym jeżeli kiedyś będziecie w tym pięknym kraju!

Pomimo ostatniego mglistego akcentu dzień był całkiem udany. Szczególnie dla chłopaków, bo do ich kolekcji resoraków przybyły dwa nowe ;-)

 

 

 

Zobacz także:

Komentarze

Wpisz kod
* Pola obowiązkowe
Brak wpisów.

WITAJ!!!

Piszą o nas! A w zasadzie sami piszemy o sobie ;-)  Najnowszy numer Magazynu Miłośników Subaru "Plejady" - strona 32 :-)

 

Zapraszamy do lektury :-)

 


 

Instagram

Poleć tę stronę na:

Najczęściej czytane: