NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów
NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów

Jezioro Szkoderskie

2014

Na ostatni dzień pobytu w Czarnogórze zaplanowaliśmy wycieczkę nad (i na) Jezioro Szkoderskie. Największe na Półwyspie Bałkańskim – częściowo czarnogórskie, a częściowo albańskie.
Przewodnik Pascala poświecił mu aż 10 stron! Czytamy, oglądamy zdjęcia – no bajka! Musimy tam pojechać!
Jak powiedzieli, tak zrobili. Wyruszamy z naszej Skoči devojki, gdzie mieszkamy od kilku dni. Tutaj mała dygresja – Skoči devojka to niewielki ale bardzo uroczy przylądek, na którym stoi zaledwie kilka pensjonatów (a dokładnie dwa) oraz dwa prywatne domki. Nasz to: http://www.skocidjevojka-apartments.com/

Podobno nazwa tego miejsca wzięła się od skoku z urwiska do morza, którym ratowała się czarnogórska dziewczyna uciekając przed zaaranżowanym przez macochę zamążpójściem. Nie wiemy czy to prawda, ale jeśli tak, to raczej nie przeżyła tego skoku. Przylądek kończy się niemalże pionowym urwiskiem, a na dole jest kamienista "plaża". Bardzo kamienista… Aby do niej dojść trzeba pokonać 500 stromych, betonowych stopni. Oczywiście nie omieszkaliśmy tam zajrzeć :-) Po dotarciu na sam dół tak bardzo trzęsły nam się nogi z wysiłku, że nie byliśmy pewni czy damy radę wdrapać się na górę. Na szczęście daliśmy :-) A widoki w czasie tego spaceru zrekompensowały nam wszystkie niedogodności. Jeśli traficie w te okolice – zajrzyjcie tu koniecznie.

Wracając do wyprawy nad Jezioro Szkoderskie – no więc ze Skoči devojki pojechaliśmy do Virpazaru. Jest to niewielkie miasteczko, zamieszkane przed ok. 400 osób, położone na wysepce, którą z lądem łączy asfaltowa grobla. Do miejscowości wjeżdża się przez kamienny most wprost z grobli.

Na moście zatrzymał nas jakiś  lokals, który zaczynając od „dzień dobry Polaki” poinformował, że za chwilę startuje rejs łodzią po jeziorze i jeżeli chcemy się załapać, to musimy się pospieszyć. OK. Zaparkowaliśmy auto przy głównym placyku – jakieś 30 metrów od mostu, zabraliśmy niezbędne sprzęty i pędem do „pana od stateczku”.
Pan zwinął nas do swojej restauracjo-kawiarni, która później okazała się być również hotelem i muzeum. Tam, przy stoliku, wykładając na blat nieco już zdezelowaną, zalaminowaną mapę atrakcji Jeziora Szkoderskiego, przedstawił nam swoją ofertę dotyczącą rejsu.
Cena - oczywiście promocyjna – specjalnie dla nas, ale „you pay now” (płacicie teraz) + bilety wstępu do rezerwatu – dzieci do 8 roku życia wchodzą za darmo. To wszystko za jedyne 60 Euro… Jeżeli chcemy płynąć to „you pay now”, bo za chwilę łódź wyrusza. Nieco zaskoczeni sposobem sprzedaży usług turystycznych w Virpazarze i z lekką nieufnością co do realizacji przedmiotu transakcji, zdecydowaliśmy, wbrew wszelkiej logice, popłynąć. Oczywiście najpierw: „you pay now” ;-)

Po otrzymaniu pieniędzy Pan schował je skwapliwie do kieszeni, „przekazał nas” sympatycznej czeszce, aby oprowadziła po ich prywatnym muzeum, a sam pędem udał się na most, na który wjeżdżał właśnie kolejny samochód wypełniony turystami. I tak „za chwilę” zamieniło się w niemal godzinne oczekiwanie na skompletowanie przez tegoż sprzedawcę zestawu turystów – niezbędnego do wypełnienia niewielkiej łodzi motorowej. Łodzi „lekko” zdezelowanej, otulającej od czasu do czasu pasażerów kołderką ze spalin, "delikatnie" przechylonej na lewą burtę, hałasującej jak pięć zaporożców zamkniętych razem w garażu. Ale nie dość, że wypłynęła z portu, to i w całości nas do tego portu odstawiła – po niemal trzygodzinnym „rejsie”. Rejsie bezdennie nudnym… w czasie którego Maksiu zdołał dobrze się wyspać, a Maniu z nudów wyszedł z siebie i usiadł obok…

Podsumowując: polecamy Wam z całego serca odwiedzenie Virpazaru, natomiast rejs po jeziorze… hmmm… sami zdecydujcie. Widoki nie zapierają tchu w piersiach, a pływająca po jeziorze flota jest w raczej opłakanym stanie. Chyba lepiej eksplorować piękne monastyry na wybrzeżu Adriatyku :-)

 

Rada dla Was: jeżeli zdecydujecie się na rejs po jeziorze wybierzcie taką łódź, na której otrzymacie kapoki (kamizelki ratunkowe) lub taką, która będzie wyposażona w szalupy ratunkowe!

Następnego dnia byliśmy już w drodze do Albanii :-)
A tutaj krótka zajawka z drogi do granicy czarnogórsko-albańskiej ;-)

 

Zobacz także:

Komentarze

Wpisz kod
* Pola obowiązkowe
  • Weronika (sobota, 15. lipiec 2017 19:19)

    Rety! Mam zupełnie inne wrażenia z rejsu po jeziorze, dokładne przeciwieństwo śmiertelnej nudy! Ale może dlatego, że jestem przyrodnikiem i cały rejs spędziłam przyklejona do lornetki, zachwycając się licznymi mijanymi ptakami. :) Chociaż widok gór dookoła też mi się podobał. Ale z negatywną opinią o stateczkach się zgodzę, na naszej łódce na domiar złego puszczano głośną muzykę...

WITAJ!!!

Piszą o nas! A w zasadzie sami piszemy o sobie ;-)  Najnowszy numer Magazynu Miłośników Subaru "Plejady" - strona 32 :-)

 

Zapraszamy do lektury :-)

 


 

Instagram

Poleć tę stronę na:

Najczęściej czytane: