NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów
NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów

Półwysep Istria

2011

Istrię odwiedzamy przy okazji pobytu w Trieście, który właściwie jest bazą wypadową do zwiedzania całego półwyspu włosko-chorwacko-słoweńskiego. Tym razem wypadło na część chorwacką.

G r o ž n j a n   i   P o r e č
Wyprawa, naszym Suzukiem, na cały dzień. Pojedziemy do średniowiecznej perełki ukrytej w głębi górzystego lądu, czyli do Grožnjanu – i uwierzcie nam: jeśli jeszcze tam nie byliście, to musicie pojechać!!! Po drodze wpadniemy do Porec’u.


Wyruszamy wcześnie rano. Przed nami pierwsze 60 kilometrów do Grožnjanu. Zaczynamy autostradą, potem „lokalna” droga przez Słowenię i kolejna „lokalna” na terenie Chorwacji. Stan dróg – całkiem dobry. Pod koniec skręcamy z trasy nr 21 na „bardziej lokalną” prowadzącą do samego miasteczka. Jedziemy, jedziemy, troszkę „pod górkę” i nagle… droga kończy się parkingiem :-) A dalej, na zwiedzanie miasteczka, udajemy się już piechotą.

Z przewodnika turystycznego wiemy, że ta osada, zlokalizowana na szczycie wzgórza, jakiś czas temu mocno się wyludniła. Wtedy władze gminy ogłosiły, że otwierają miasteczko dla artystów: każdy artysta, który zadeklaruje wykonanie remontu jednego z budynków i otwarcie w nim własnej pracowni, może nabyć swoją nową siedzibę za symboliczną kwotę. I okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Dzisiaj jest to tętniące życiem (artystycznym) miasteczko - niewielkie, bo zamieszkane przez mniej niż 200 osób, ale za to pełne galerii i pracowni artystycznych.
Grožnjan to miejsce o niepowtarzalnym, niebanalnym klimacie. Bezpieczna odległość od wybrzeża uchroniła tę osadę przed najazdami turystów, a  co za tym idzie komercjalizacją - nie znajdziecie tu sklepu z tandetnymi pamiątkami, nie znajdziecie również frytek na wynos, gofrów czy lodów. Na miejscu są dwie restauracje i mały sklep spożywczy zamknięty w czasie sjesty. Cudownie! Na wszelki wypadek zabierzcie ze sobą zapasy wody, bo może się okazać, że nie będzie gdzie jej dokupić :-)
Z obrzeży miasteczka rozciągają się wspaniałe widoki na położone poniżej gaje oliwne, sady i dalszą okolicę. Jest czym oko nacieszyć.
Pokusimy się o stwierdzenie, że
Grožnjan to jeden z chorwackich „cudów świata” :-)

Na zwiedzanie wybraliśmy się z naszym wózkiem – parasolką. Niestety całe miasteczko jest wybrukowane nierównymi kamieniami, więc poruszanie się tam z wózkiem nastręcza sporo problemów (da się to zrobić, jednak o niebo wygodniej byłoby z nosidełkiem turystycznym…). Maniek szalał oglądając różne artystyczne dzieła wystawione w pracowniach i biegając po fantazyjnych schodach. My chłonęliśmy piękno kamiennych, średniowiecznych uliczek i budynków. Mieliśmy wrażenie, że trafiliśmy w miejsce, w którym czas niemal zatrzymał się kilkaset lat temu.
A to nasza "pamiątka" zakupiona wprost z ręki jej twórcy :-)

To było bardzo udane przedpołudnie.


Z Grožnjanu wyjechaliśmy inną drogą – po drugiej stronie wzgórza. Było jeszcze ciekawiej – nawierzchnia bez grama asfaltu, natomiast niemal cała pokryta jasnym, niemalże białym tłuczniem. Prawie off road :-) Poczuliśmy się jakby nasze auto brało udział w jakimś rajdzie po bałkańskich bezdrożach. Po zjechaniu na dół wyglądało zresztą jak obsypane mąką! Tylko wstawić do piekarnika i czekać, aż zamieni się w drożdżówkę ;-)


Obraliśmy kurs na Poreč – około 30 kilometrów lokalnymi drogami. Bardzo ładne miasteczko, nad brzegiem Adriatyku - główny ośrodek turystyczny na chorwackiej Istrii, co niestety widać... Po krótkim spacerze w pełnym słońcu postanowiliśmy usiąść w jakiejś sympatycznej knajpce na "coś zimnego". Skończyło się na obiedzie  ;-) Jedliśmy tu najpyszniejsze na całym półwyspie (a próbowaliśmy ich w różnych miejscach) "Sardele na žaru", czyli sardynki z grilla. Mmmm, pycha!

Zaspokoiwszy pragnienie ;-) ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie miasteczka odbywając obowiązkową wizytę w przepięknej Bazylice Eufrazjana (od 1997 roku wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO) i oczywiście w Akwarium :-)

Zmęczeni upałem postanowiliśmy pożegnać Poreč i wrócić do naszej spokojnej przystani w Trieście (a właściwie w Banne), gdzie Maniek, na hotelowym podwórku, będzie mógł zbierać swoje ukochane kasztany :-)

 

P u l a
Kolejną wyprawą na Istrię była ta do stolicy półwyspu - do Puli.

Ponownie ruszamy z Tirestu - przed nami 120 kilometrów, głównie świetną, nową autostradą.
Wjeżdżamy do Puli po około godzinie (w tym kolejka na przejściu granicznym). Na pierwszy rzut oka widać, że
miasteczko jest popularne wśród turystów z Europy Środkowej ;-). Wszędzie autokary i brak miejsc parkingowych. Jedziemy w kierunku „teatru rzymskiego” – największej atrakcji miasta. Wow! Naprawdę WOW! Amfiteatr rzymski robi wrażenie! Parkujemy na pobliskim parkingu. Wydobywamy z auta Maksową spacerówę, parę innych, niezbędnych rzeczy i ruszamy na podbój forum romanum.

Podobno jest to jeden z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów na świecie. W czasach swojej świetności gościł około 23 tysięcy widzów na trybunach, a na „scenie” – Gladiatorów i dzikie zwierzęta. Mańkowi głowa kręci się dookoła. Zresztą nam wszystkim też. Stoimy przez chwilę w ciszy. Wdychamy atmosferę starożytnego Rzymu… tylko Maksiu zdaje się być tym wszystkim mało zainteresowany :-) Spacerujemy po ruinach dawnej widowni i pstrykamy obowiązkowe fotki. Będzie co wspominać…


Po "nacieszeniu" się amfiteatrem idziemy na spacer uliczkami miasta. Świątynia Augusta (około 2 tys. lat), katedra… Przepiękne. Choć oczywiście miasto jest – jak już wspomnieliśmy – bardzo turystyczne. Wszędzie sklepiki z tanimi (pod względem jakości, bo nie pod względem cen…) pamiątkami i knajpki, restauracje oraz punkty gastronomiczne.
Siadamy w ogródku jednej z restauracji i wcinamy późny obiad. Smacznie, ale turystycznie :-) Czyli można zjeść, ale nie ma się czym zachwycać.
Spoglądamy na zegarek – chyba czas wracać do Triestu. Przed nami jeszcze sporo kilometrów, a po drodze korek na granicy chorwacko-słoweńskiej i przeprawa niezbyt szerokimi dróżkami słoweńskimi.

Przyjeżdżamy wymęczeni, ale szczęśliwi. Dzieci jedzą na kolację pizzę, którą kupiliśmy „na wynos” po drodze. I padają zmęczone. A my zaraz po nich :-)

 

Podsumowanie: Na chorwackiej Istrii najbardziej podobał nam się Grožnjan. Poreć i Pula, owszem ładne, ale zbyt zatłoczone i gwarne jak na nasze, spragnione refleksji w spokoju, gusta...

 

 

 

Uwaga:
1. W sezonie turystycznym drogi na Istrii często się korkują
2. Jeśli zamierzasz kąpać się w Adriatyku kup specjalne buty (chronią w razie kontaktu z jeżowcami i ułatwiają chodzenie po kamienistym dnie)
3. Woda w restauracjach osiąga wysokie ceny

4. Akcesoria dla małych dzieci (smoczki, butelki, itp.) kupisz tylko w aptekach

 

Zobacz także:

Komentarze

Wpisz kod
* Pola obowiązkowe
Brak wpisów.

WITAJ!!!

Piszą o nas! A w zasadzie sami piszemy o sobie ;-)  Najnowszy numer Magazynu Miłośników Subaru "Plejady" - strona 32 :-)

 

Zapraszamy do lektury :-)

 


 

Instagram

Poleć tę stronę na:

Najczęściej czytane: