NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów
NA TROPIE PRZYGODY - rodzinne podróże Mieszczuchów

Jeziora Plitwickie

2014

Eksploracja Jezior Plitwickich była początkiem wyprawy na Bałkany, która objęła również Czarnogórę i Albanię. W planach znalazła się także Macedonia i Serbia, ale ulewne deszcze, a w konsekwencji rozległe i dotkliwe powodzie, zmusiły nas niestety do odłożenia wizyty w tych krajach na inną okazję. Nie mogliśmy odżałować szczególnie tej Macedonii…
No cóż, tak czasami bywa z planami, że lubią się sypać ;-)

Z Wrocławia do Jezior Plitwickich, a właściwie do Korenicy, w której zarezerwowany mieliśmy pokój, jest 1060km. Trasa do „zrobienia” w jeden dzień. My jednak postanowiliśmy rozłożyć ją na dwa (z noclegiem w austriackim Grazu), aby po przyjeździe mieć siłę na zwiedzanie tego cudownego miejsca. Dobrze wiemy, że zmęczone i niewyspane dzieci = katastrofa :-)
 

Park Narodowy Jezior Plitwickich to kompleks 16 jezior krasowych (podzielonych na dwa zespoły – Jeziora górne i jeziora dolne), które połączone są wspaniałymi wodospadami (doliczono się ich około 90). Jest więc co podziwiać.
Na zwiedzanie tego niesamowitego miejsca, wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO (1979 roku), zaplanowaliśmy cały dzień.

Jest początek maja, pogoda raczej wczesnowiosenna, czyli słońce przeplatane sporą ilością chmurek, lekki wietrzyk i orzeźwiające temperatury ;-). Startujemy o 9 rano (park otwarty jest od 8) i już półtorej godziny później dogania nas pierwsza wycieczka – japońska (mają niezłe tempo ;-)), po chwili polska, a następnie niemiecka. Sezon zaczyna się w połowie maja i zapewne wtedy lepiej się tam nie wybierać – chyba, że ktoś lubi zwiedzać „gęsiego”.

Do wyboru jest kilka tras - jedne krótsze, inne dłuższe. My wybieramy jedną z dłuższych - chcemy zobaczyć jeziora górne i dolne.

Źródło: http://www.np-plitvicka-jezera.hr/

Wchodzimy wejściem numer 2 i - ku radości chłopaków - wsiadamy do czegoś w rodzaju pociągu (shuttle), który zawiezie nas do dolnych akwenów. Stamtąd rozpoczynamy wędrówkę w górę, między jeziorami i wodospadami. Ależ tam są widoki! Lazurowo-szmaragdowa woda, potoki bielące się pianą, bujna zieleń i wapienne skały. Chłopaki co chwilę każą sobie robić zdjęcia :-)

Trasa jest bardzo malownicza i raczej spacerowa, chociaż zdarzają się miejsca, w których małe dzieci mogą potrzebować asysty dorosłego (zdjęcia poniżej). Latem warto mieć na nogach szybkoschnące sandały, wiosną i jesienią, kiedy temperatury są niższe, lepiej wybrać się tam w dobrze zaimpregnowanych butach trekkingowych. Od biedy mogą być i kalosze, chociaż na dłuższą wycieczkę to mało wygodne i bezpieczne (drewniane kładki bywają śliskie). Jeżeli wybieracie się na zwiedzanie z bardzo małymi dziećmi zapomnijcie o wózku - postawcie raczej na nosidło na plecach.

Maniek jest w siódmym niebie chodząc po "drabinach" (patrz - zdjęcia). Możemy zaryzykować stwierdzenie, że to jest ta część rezerwatu, która podoba mu się najbardziej ;-) Jeszcze długo po tym, jak drabiniastą trasę zostawiamy za sobą dopytuje się czy i kiedy tam wrócimy :-)

 

Docieramy do jeziora Kozjak, które leży na granicy jezior górnych i dolnych, skąd popłyniemy łodzią na drugi jego kraniec. Przy okazji powiemy Wam, że Kozjak to największe i najgłębsze ze wszystkich jezior Plitwickich, a przezroczystość jego wód dochodzi do 8 metrów! Nazwa (Kozjak albo Kozie) wywodzi się z legendy, która mówi, o tym, że utopiło się tu 30 młodych kóz uciekających po lodowej tafli jeziora przed wilkami.


Chłopaki są bardzo podekscytowani czekającą nas przeprawą – lubią pływać statkami. Tym razem będzie to łódź motorowa (elektryczna), która zabiera na pokład około 100 osób.
Na przystani wita nas długaśna kolejka oczekujących na rejs. Postanawiamy więc rozejrzeć się po sąsiadującej z przystanią polanie "Kozjačka draga", gęsto usianej piknikowymi stołami i ławkami. Z boku przycupnęły budki wydające frytki i hamburgery oraz zimne napoje. Tam też są kolejki… W sezonie na "coś do zjedzenia" zapewne czeka się godzinę… Zdecydowanie doradzamy zabrać ze sobą prowiant (w naszym przypadku – ukochane kanapki), chyba, że chcecie tracić czas i nerwy w kilometrowych kolejkach ;-) Pamiętajcie też o wodzie do picia – bardzo przydaje się na trasie.

Podsumowanie: Chłopakom wycieczka podobała się do pewnego momentu (do rejsu po Kozjaku), potem zaczęli się nudzić (w przeciwieństwie do nas) i byli coraz bardziej zmęczeni, ale i tak dreptali dzielnie. W rezerwacie spędziliśmy 6 godzin – o jakieś 2 za długo z punktu widzenia naszych małych podróżników. My byliśmy zachwyceni! Żałowaliśmy trochę, że nie udało nam się wejść do jaskini Šupljara, ale mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócimy :-)

 

Jeszcze jedna ważna rzecz – zwiedzaliśmy jeziora w raczej mało słoneczny dzień, a i tak mieliśmy wypieki na twarzach. W sezonie letnim koniecznie pamiętajcie więc o kremie z filtrem!



Zobacz także:

Komentarze

Wpisz kod
* Pola obowiązkowe
Brak wpisów.

WITAJ!!!

Piszą o nas! A w zasadzie sami piszemy o sobie ;-)  Najnowszy numer Magazynu Miłośników Subaru "Plejady" - strona 32 :-)

 

Zapraszamy do lektury :-)

 


 

Instagram

Poleć tę stronę na:

Najczęściej czytane: